Dzięki czujności naszego kolegi, Romana Uske z Bremerhaven, (dawniej zespół Bez Idola) możemy Państwa zapoznać z artykułem jednego z najważniejszych niemieckich bardów, Reinharda Meya, dotyczącym sytuacji bardów w Niemczech. Pod jego apelem podpisujemy się obiema rękami, bo identyczną sytuację mamy od lat w naszym kraju.
Gdyby natrafili Państwo na podobne znaleziska w prasie zagranicznej, prosimy o sygnały pod ballada@ballada.pl
slm ballada
Gdzie się podziali bardowie?
Berlin – światowa metropolia. Stołeczna rozgłośnia, ósma rano. Ktoś śpiewa angielski hit - „Im Your Yesterday Man“ – głosem jak zza grobu. Zmiana programu na coś w rodzaju śmietnika oferującego wszelakie różności. Tym razem pewien Wiecznie Żywy, wykrzykuje radośnie – „I Believe In Miracles“. Żaden cud się jednak nie zdarza, nawet tu w „Radio-Hicie“. Jeśli już między tą całą amerykańską taśmową produkcją zabłąka się jakaś niemiecka piosenka, jej przesłanie jest aż nadto czytelne – „Ja jestem sobą“.
Gdzie się podziali bardowie? Czyżby wszyscy już zamilkli? Gdzie się podziali piosenkarze, tekściarze, kompozytorzy, wykonawcy? Co się stało ze śpiewającymi poetami?
Wszyscy wymarli? Wszyscy już pod kluczem?
Nic podobnego! Oni żyją i mają się dobrze. Cieszą się życiem, piszą i śpiewają. Ciągle też opowiadają nam na swój sposób różne ciekawe historie, mimo, że wielu z nich nie bawi się już razem z nami, jak np. wspaniały Fabrizio de André, jak Schobert i Ulli Roski lub Gerhard Gundermann. Oni nie przemijają i jak prawdziwe klejnoty nie powinni spoczywać w radiowych czy telewizyjnych grobowcach. Oni chcą, by ich szukać, szukać z własnej ciekawości i radości ponownego ich odkrywania.
Oni żyją i ciągle tworzą, jak nasz Hannes Wader czy Degenhardt. Każdy, kto choć raz zaczął pisać, aby coś komuś przekazać, będzie to robił już przez całe życie. Z tym nie można skończyć, tego nie da się przerwać, nawet pod groźbą zakazu wykonywania zawodu!
Oczywiście bywa tak, że medialna fala przemija i w końcu nikt już nie chce słuchać ich piosenek czy ballad. W takich niesprzyjających warunkach powoli giną, a my, aby do nich dotrzeć, musimy ich wtedy sami szukać. Tropienie ich kosztuje nas oczywiście wiele wysiłku i wymaga nieraz prawdziwie detektywistycznych umiejętności. W końcu jednak zostajemy sowicie nagrodzeni w postaci oryginalnych i różnorodnych pieśni, tak oryginalnych, jak rękopisy ich autorów.
Podziwiamy ich wielość i bogactwo. Odnajdujemy na nowo takie stare wygi, jak Stoppok i Konstantin Wecker, „młodych gniewnych” jak Dany Dzuik lub Bodo Wartke i innych, jak Johanna Zeul i Martin Sommer.
Ci bardowie istnieją nadal – oni i ich piosenki.
Warto nieraz poszperać w internetowych sklepach, które są niestety tylko małą namiastką czasów, kiedy na każdym rogu ulicy był sklep z płytami. Odnaleźć tam można tych, którzy stają jeszcze od czasu do czasu na scenie i śpiewają dla ludzi z dawnym niezapomnianym żarem. Należy włożyć tylko trochę wysiłku w poszukiwania, a nagrodą będą cudowne wieczory wypełnione Pieśnią i Życiem.
Media, w archiwach których uśpione są prawdziwe skarby, są dziś zbyt zaprzątnięte obliczaniem procentowych stopni oglądalności, aby dbać jeszcze o jakość nadawanych przez siebie programów. Do nas należy więc, aby ich wreszcie obudzić. Piszmy do stacji radiowych, że nie chcemy być dłużej pomijani i że chcemy wreszcie usłyszeć francuskich, angielskich, włoskich czy niemieckich śpiewających poetów. Jeśli redakcje radiowe otrzymywać będą kosze od bielizny pełne listów, to pewnego dnia zwrócą na to uwagę również ci, którzy tymi mediami rządzą. My zdajemy sobie sprawę z tego, że ich sen jest bardzo mocny i głęboki. Puszczajmy im wiec - tak długo, aż się wreszcie przebudzą - stare „winyle”, jak „Es ist an der Zeit” („To jest na czasie”) Hannesa Wadera, spróbujmy upolować ich na nowy CD Wenzela lub (z całą skromnością) na mój własny.
Bardowie należą dziś do rzadkości. Oni zawsze śpiewali bardzo cicho, więc szczególnie teraz, w tym całym ryku i zgiełku, musimy być bardzo czujni, aby czegoś nie przeoczyć, aby coś nie uszło naszej uwadze i w konsekwencji, abyśmy przez pomyłkę nie uznali ich za zmarłych.
Bardowie – dzięki Bogu jeszcze żyją i oprócz swojego kawałka drewna, wszyscy mają jeszcze jedną wspólną cechę: Będą żyli wiecznie!
Artykuł ukazał się w: Akustik Gitarre 5/07 September/ Oktober 2007
tłumaczenie z niemieckiego - Roman Uske, styczeń 2008
REINHARD MEY - nota biograficzna

| Strona główna / index | SLM "BALLADA" | ARTYŚCI | WYDARZENIA | OPPA |